Home Filmy Ja, Cyborg

Ja, Cyborg

Alex

Tematem przewodnim tej edycji Millennium Docs Against Gravity jest hasło „w relacji ze światem”, które skłania do przemyśleń. I wiecie co? Prawdziwie mnie zaskoczyło. Przeszłam przez seans dokumentu Ja, Cyborg, a moją głowę zamieniło w gniazdo myśli, wątpliwości i… tak, oburzenia.

Cyborg w kinie – od czego to się zaczęło?

Nie chcę, abyście myśleli, że mam jakieś złośliwe intencje wobec tytułu. Po prostu w mojej głowie narastała lawina sceptycyzmu. W obliczu technologii, która staje się częścią naszego ciała, czułam się tak, jakbym poznawała świat na zupełnie innych zasadach.

Ja, Cyborg (w reżyserii Miguela Morilli Vegi) opowiada historię Kaia (zdumiewającego 18-letniego muzyka, który dla ułatwienia w filmie używa imienia Màrius), który decyduje się na wszczepienie sztucznego organu. Ten gadżet pozwala mu odbierać dźwięki kosmiczne… jako cyborg! Brzmi szalenie? O tak, i to wcale nie w pozytywnym sensie.

Technologia i traumy – eksploracja samego siebie

Kai, a właściwie Kai Landre, podejmuje tę decyzję na podstawie traum rotakich z bycia osobą queerową w konserwatywnym środowisku. To nie tylko zmiana operacyjna! To w gruncie rzeczy redefinicja tego, co znaczy być człowiekiem.

Ciekawe, nie? Widzimy w filmie też inne implanty – jeden umożliwia słyszenie kolorów, a inny pozwala odczuwać trzęsienia ziemi. Takie surrealistyczne połączenie rzeczywistości z wyobraźnią… Cały ten pomysł zaczyna mnie przerażać!

Granice zdrowego rozsądku?

Bohater dokumentu, Kai, musi zmierzyć się nie tylko ze swoimi zamierzeniami, ale i z wyzwaniami praktycznymi, takimi jak znalezienie chirurga, który podejmie się tego nietypowego przeszczepu. Lekarze boją się konsekwencji. Sytuacja staje się absurdalna – Kai wymaga prawie sterylnych warunków, a projektowaniem części zajmuje się z pomocą biohakera. Zastanawiam się, co się dzieje z przewodnim przesłaniem, nieprawdaż?

Nie ma jak w zamkniętym klubie cyborgów

Kiedy wróciłam do domu po seansie Ja, Cyborga, chwyciłam za telefon i zaczęłam szukać informacji… Ale na próżno. A najstarszy artykuł, na jaki trafiłam, sięga zaledwie 2013 roku! Kevin Warwick mówi, że był cyborgiem chwilowo, kiedy połączył swój układ nerwowy z żoną. Powiem to głośno – to brzmi jak obłęd! Ale emocje ciepło tętniły w moim wnętrzu, idealne połączenie z uczuciami i sceptycyzmem w jednym.

Każdy moment w swym życiu ma znaczenie

Mimo mojego szoku, muszę przyznać, że Ja, Cyborg to film niezwykle zbalansowany! To nie jest opowieść fanatyczna – Kai od zawsze dążył do tej decyzji, ale wszystkie etapy jego wyborów są niezwykle wyraźne. Z rozmowy z rodzicami płynie tak emocjonalna treść, że przypomina mikroeksperyment społeczny… A relacja Kaia z siostrą? Wzruszająca!

Wzruszenia i zaskoczenia

Film tym bardziej odwraca widzów z ich strefy komfortu – myślałam, że nikt nie zna tematyki cyborgów. Potem wymyśliłam, że Ja, Cyborg to najdziwniejszy film dokumentalny, z którym dotąd miałam styczność! Trudno nie zauważyć również tych przepięknych kadrów… Zapach lata, ciepły asfalt… To połączenie! Ale nie oszukujmy się – kryje się pod tym głębszy temat, a Kai zmaga się z decyzją, jakiej nikt z nas tak naprawdę nie doświadcza. Techno-ingerencja w ludzkie ciało… to z pewnością przytłaczające.

Refleksja na zakończenie

Film trwa zaledwie 63 minuty, więc pozostawia nas w stanie niedosytu, a także otwartości na interpretację. Czy nowe zmysły pomagają Kaiowi w radzeniu sobie z traumą?

Wciąż zastanawiam się nad tym, co bym sama zrobiła na jego miejscu. Może chciałabym usłyszeć wszechświat, a może wolę jednak odczuwać trzęsienia ziemi w nogach, by naprawdę stąpać po tej Ziemi. Liczę na to, że Kai wkrótce podzieli się jeszcze więcej swoimi doświadczeniami jako cyborg – to jest fenomen na niespotykaną jak dotąd skalę światową!

 

Polecamy