Wyobraźcie sobie miejsce, gdzie wszystko wydaje się bajkowe — korony drzew, które przebijają zamglone niebo, zapach żywicy unoszący się w powietrzu i ta nieziemska cisza, zakłócana raz po raz tylko przez ptasi śpiew lub donośne kroki żubra. Właśnie w takich okolicznościach, tuż przy wschodniej granicy Polski, Asia i Marek, po studiach, zdecydowali się zamieszkać. Dla nich ten las to prawdziwa oaza, azyl, w którym żyją w zgodzie z naturą…
Urok tej przestrzeni kontrastuje z rzeczywistością, gdyż życie w ich „małym raju” nagle przerywa nieproszony gość – polityka. W leśnym gąszczu walczą o życie uchodźcy — wygłodniali, zmarznięci, zmęczeni niekończącą się tułaczką. W Polsce odrzuceni, w Białorusi również. Czasem wydaje się, że pomoc to tylko cień empatii; dla prawa to nie wystarcza.
Kryzys uchodźczy: pułapka filmowego cynizmu
Temat kryzysu uchodźczego, mimo że niezwykle istotny, stanowi dla filmowców ogromne wyzwanie. Można łatwo wpaść w sidła cynizmu — portretując zmagania ludzi zmuszonych porzucić swoje dotychczasowe życie, ryzykujemy przekroczenie granicy dobrego smaku. Często takie przedstawienia obfitują w sensację, moralizatorstwo czy nachalną publicystykę — niby dobre intencje, a w rzeczywistości narzędzie do eksploatacji cierpienia.
Lidia Duda: mistrzyni empatii
Na szczęście jest Lidia Duda, która w swoim dziele Lesie stroni od tych pułapek. Dla niej najważniejszy jest szacunek wobec bohaterów. Reżyserka postawiła na cierpliwą obserwację — codzienne rytuały rodziny, bez żadnych „gadających głów” czy komentatorów z boku kadru. Duda ukrywa swoją obecność, a w filmie ważne są jedynie chwile uchwycone na gorąco, bez stylistycznych ozdobników.
Intymność w codzienności
Autorka naprawdę umie znaleźć balans pomiędzy dystansem a intymnością. Dzięki temu możemy zaobserwować szczere emocje. Rodzinę oglądamy w zwykłych sytuacjach — rozmowach przy kawie, zabawach dzieci w salonie, nawet podczas lasowych wojaży. Ciekawym przerywnikiem są nocne wyprawy Asi i Marka, które mają na celu niesienie pomocy.
Te niepokojące, kręcone z ręki ujęcia, często oświetlone jaskrawoczerwonym światłem latarek, doskonale łączą dokumentalną surowość z atmosferą sennego koszmaru.
Piekło obok raju
W filmie gehenny uchodźców właściwie nie zobaczymy na ekranie. Bohaterowie zdają sobie sprawę, że za ich „bezpiecznym” płotem rozgrywa się dramat, śmiertelny dla wielu. Ten kontrast robi wrażenie — „Jak mam spokojnie pić kawę, kiedy za moim płotem umierają ludzie?” – pyta zrozpaczona żona. Las miał być miejscem wytchnienia, ucieczką od problemów, a stał się areną konfrontacji z najboleśniejszymi kwestiami współczesności.
Metoda przyjęcia perspektywy
Podejście Dudy może budzić kontrowersje. Opowiadanie o cierpieniu uchodźców z perspektywy polskich przedstawicieli klasy średniej może wydawać się niesmaczne. Ale… Lidia Duda widzi w tym metodę. Zamiast szokować czy epatować sentymentalizmem, bada różnice między obywatelami obu krajów. Z każdą chwilą, nastrój Asi i Marka staje się coraz bardziej pesymistyczny, a emocje kumulują się w detalach.
Człowiek w obliczu kryzysu
W filmie Duda przedstawia postaci nie jako ofiary, ale bada ich reakcje w obliczu kryzysu. Nikogo nie klasyfikuje, nie ocenia jednoznacznie. Skupia się na podkreślaniu bezsilności wobec systemów, które niejednokrotnie wykluczają współczucie. Po co dźwigać nowe bariery, skoro te istniejące dzielą nas już wystarczająco?
W poszukiwaniu człowieczeństwa
Autorskie poszukiwania Dudy wykraczają poza bieżące wydarzenia. W jej filmie nie ma geopolitycznych analiz czy social media burz. Twórczyni koncentruje się na człowieku — z jego emocjami, wrażliwością, rozdarciami. Nie głosi prostych odpowiedzi; stawia pytania, które trafiają w sedno problematyki. Las nie tylko zdobył nagrody, ale także stał się intymną i filozoficzną opowieścią o przecięciu dwóch różnych światów. O tym, co czyni nas ludźmi.
