Home Filmy Pomylony film

Pomylony film

Alex

„Pomylony film”, z zaledwie 25 tysiącami dolarów budżetu, zadebiutował na tegorocznym Berlinale. Całość otwiera obiecująca sekwencja z Alexem — influencerem technologicznym — który przygotowuje nagranie na YouTube.

Z początku spodziewamy się recenzji nowego drona DJI, ale Alex szybko odbiega od tematu, odsłaniając swoją osobistą historię: utratę bliskiego, trudne dzieciństwo oraz zmagania z uzależnieniem od narkotyków i alkoholu.

Zupełnie normalny zwrot akcji

Ale historia przerywa wizyta byłej partnerki Alexa, Angel — vlogerki kulinarnej, która przychodzi odebrać swoje akcesoria kuchenne. W następnych scenach przenosimy się do innych pomieszczeń, gdzie spotykamy kolejne barwne postacie: nowego partnera Angel — Johna, brata Alexa — Timora, oraz Nicole, która boryka się z żalem po stracie bliskiego, a w jej mieszkaniu spotykamy Roba — sprzątacza cytującego Biblię.

Problemy, które spadają na dalszy plan

Każda z tych postaci zmaga się z własnymi demonami, od depresji po uzależnienia. Niestety, żaden z tych wątków nie zostaje odpowiednio rozwinięty. Wydaje się, że te zagadnienia miały stanowić tło dla postaci, ale w praktyce czuję, że całość pozostawia wrażenie powierzchowności. Motyw uzależnienia szybko znika w tle, zostawiając widza z nieco chaotycznym odbiorem sytuacji.

Gdzie są prawdziwi aktorzy?

Co ciekawe, obsada Keren Cytter nie składa się z wielkich nazwisk. Dla wielu aktorów, w tym Jordana Raofpura i Laury Hajek, „Pomylony film” to debiut w pełnometrażowym kinie. Niestety, to widać — wrażenie sztuczności jest przytłaczające! Dialogi częściej odnoszą się do recytacji niż do rzeczywistej konwersacji. Brak emocji, obojętność i nijakość bohaterów sprawiają, że cała symbolika, która zdaje się przepełniać film, zostaje przyćmiona przez nieudolność aktorską.

Wyjątkowe przedstawienie używek

Interesujące jest jednak podejście do przedstawiania scen, w których postaci są pod wpływem substancji. Zamiast onirycznych wizji, film serwuje nam realistyczny obraz ich wolniejszych reakcji. Możemy obserwować, jak używki wpływają na ich relacje. Mumblecore’owy styl produkcji podkreśla minimalistyczna ścieżka dźwiękowa, co wzmacnia atmosferę całej narracji.

Czy humor uratuje sytuację?

Pomimo że ostatnie kilkanaście minut filmu próbują zaskoczyć widza, wprowadzając elementy humorystyczne (które rzeczywiście budzą uśmiech), nie wystarcza to, by zrekompensować wcześniejsze niedociągnięcia.

Keren Cytter, z bogactwem symboliki, wydaje się szybko zatracać w tej labiryncie idei. Pozostałe, niekoniecznie dopracowane elementy nie ułatwiają odbioru, a jedynie rozpraszają uwagę — cóż, nie da się budować emocjonalnej głębi na dialogach, z których jedynie kilka ma realną wartość. Pomylony film aż nazbyt dobrze odzwierciedla swój tytuł.

 

Polecamy