Od dłuższego czasu z ogromnym zainteresowaniem obserwowałem polską kulturę rave. Mimo że miałem za sobą kilka wypadów na Wixapol czy party w klubach techno, to właściwie wiedziałem niewiele. Dlatego wieść o nowym filmie dokumentalnym na ten temat zafascynowała mnie.
A jeszcze bardziej cieszyło to, że za kierownicą tej produkcji stali Łukasz Ronduda i Dawid Nickel. Wiem, że obaj to niezwykle utalentowani twórcy. Ronduda, znany z filmów „Serce miłości” i „Wszystkie nasze strachy”, ma na swoim koncie liczne książki o polskiej awangardzie, a Nickel, twórca „Ostatniego komersu” i „#BringBackAlice”, przyciąga uwagę swoimi wiarygodnymi portretami generacji Z.
Spotkanie dwóch światów
To, co mnie naprawdę fascynuje, to jak obaj ci twórcy połączyli swoje pasje i zainteresowania w swoim projekcie. Nie tylko tworzą filmy, ale też są aktywnymi uczestnikami rave’ów – spotkali się nawet na imprezie kolektywu Muzyka Nieheteronormatywna. Ich bliskość do tematu sprawia, że można odetchnąć z ulgą: nie ma tu mowy o eksploatacji fenomenu przez osoby z zewnątrz. Artyści zapraszają nas do świata, który doskonale znają!
Bohaterowie filmu
Sukces każdego dokumentu w dużej mierze zależy od doboru bohaterów. I tu, szczerze mówiąc, Nickel i Ronduda trafił w dziesiątkę. Poznajemy Marcela Zammenhoffa, łódzkiego pioniera rave, który w latach 90. nie tylko organizował imprezy, ale też wplatał techno w różne formy sztuki.
Ryska natomiast jest młodą DJ-ką, która debiutowała na imprezach Łódzkiego Rave i szybko zdobyła uznanie, zagrała nawet w Berlinie! Spotkali ją na afterze po Wixapolu, gdy opowiadała o swoim zaangażowaniu w techno, które odziedziczyła po swojej mamie. A Janusz? To przyjaciel Ryski, który tańczy hakken i niedawno też wskoczył w świat DJ-owania!
Dialog pokoleń
Co czyni tę trójkę tak wyjątkową? Zammenhoff, jako przedstawiciel pierwszej fali rave’u, łączy przeszłość z teraźniejszością, podczas gdy Ryska i Janusz to nowe pokolenie. Na ekranie rozgrywa się przyjacielskie starcie pokoleń. Konflikt pomiędzy miejską kulturą rave a wiejskim techno (tak zwanym pompeczką) dodaje filmowi głębi i kolorytu. Klub Ekwador Manieczki, gwizdki i białe rękawiczki – wszystko to wciąga nas w historię.
Kultura techno w obiektywie
Film „Rave” to opowieść o ewolucji polskiego techno. Przeplatane archiwalne materiały wzbogacone są interesującymi komentarzami ekspertów, takich jak Dominika Sitnicka, Gregor Różański i Sylwia Zarembska. Ich wypowiedzi tworzą zgrabne kompendium wiedzy, a zaledwie 80 minutowy format sprawia, że seans jest intensywny i wciągający. I najciekawsze – oglądając rozwój Ryski oraz Janusza, czujemy, jak ich osobiste życie splata się z historią rave’u.
Emocjonalne zbliżenie
Najbardziej wzruszające w filmie są szczere rozmowy między Ryską a Januszem. W tych momentach, kiedy kamera zastyga, można dostrzec błysk w ich oku, zdradzają one coś więcej, coś, co kryje się poza kadrem.
Obserwujemy ich, gdy po ostatnim tańcu wracają do rzeczywistości. Film pozostaje konkretny, unikając zbytnich psychologicznych analiz. Tematem przewodnim pozostaje wspólnota!
Wsłuchani w rytm technologii
A co z warstwą audiowizualną? To doświadczenie jest wręcz hipnotyzujące – muzyka pulsuje w rytm techno, a światła tanczą w ferworze dźwięków. „Rave” to doświadczenie nie tylko intelektualne, ale także immersyjne. Mamy wrażenie, że tańczymy hakken razem z Januszem, czując, jak obrazy wirują w rytm hałaśliwych dźwięków.
Podsumowanie – Klucz do zrozumienia polskiego techno
„Rave” to solidne podejście do historii polskiego techno. Osoby, które na co dzień nie mają styczności z tym tematem, dostaną świetny wykład, a stały bywalec rave’ów oczywiście znajdzie w nim sporo odniesień do swojego świata. Wyobrażam sobie, jak różna byłaby ta historia, gdyby do jej stworzenia zabrał się tylko jeden z reżyserów – być może Nickel skupiłby się bardziej na pragnieniach młodych artystów, a Ronduda jeszcze głębiej wniknąłby w kwestie artystyczne. Ale połączenie ich wizji na szczęście działa.
